Hasła o „nowej erze ludzkości” pojawiają się w manifestach transhumanistów i futurystów. Technologia ma nas przenieść w epokę, w której człowiek stanie się kimś zupełnie innym. Ale czy to prognoza naukowa, czy ideologia ubrana w język postępu?
Teza
Ray Kurzweil w The Singularity is Near pisał, że w połowie XXI wieku człowiek połączy się z maszyną, a życie biologiczne stanie się tylko etapem przejściowym. Zwolennicy transhumanizmu, jak Nick Bostrom, mówią o „ulepszonym gatunku ludzkim”, wolnym od chorób i śmierci. Firmy biotechnologiczne i start-upy inwestują w terapie przeciwstarzeniowe i interfejsy mózg–komputer, przedstawiając je jako początek „nowej ery”.
Antyteza
Krytycy, jak Jaron Lanier czy Evgeny Morozov, twierdzą, że to ideologia podszyta technologią. Etycy bioinżynierii przypominają, że natura człowieka nie zmienia się przez gadżety. „Nowa era” bywa używana jako slogan reklamowy i sposób pozyskania funduszy. W badaniach naukowych nie ma podstaw, by twierdzić, że technologia całkowicie przekształci istotę ludzką. To raczej narracja, która korzysta z języka religii i zbawienia.
Na chłopski rozum
Człowiek żyje, cierpi, kocha i umiera – i tego żaden komputer nie zmienia. Obietnice „nowej ery” brzmią jak reklama, a nie jak rzeczywistość.
Puenta
Technologia rozwija się szybko, ale nie stwarza nowego człowieka. „Nowa era ludzkości” to bardziej mit niż fakt naukowy.