Koncepcja wieloświatów fascynuje: nieskończone kopie rzeczywistości, w których istnieją wszystkie możliwe warianty wydarzeń. To ulubiony motyw science-fiction. Ale czy teoria wieloświatów to nauka, czy spekulacja?

Teza
Hugh Everett w 1957 roku zaproponował interpretację wielu światów mechaniki kwantowej: każda superpozycja prowadzi do rozgałęzienia rzeczywistości. Fizycy jak Max Tegmark rozwijają hipotezę wieloświatów także w kosmologii, powołując się na inflację wieczną i teorię strun. Dla zwolenników to rozwiązanie problemów fizyki fundamentalnej: dlaczego prawa natury są takie, jakie są.

Antyteza
George Ellis i Joseph Silk ostrzegają, że wieloświaty nie spełniają kryterium falsyfikowalności Poppera – nie możemy ich zaobserwować. Sabine Hossenfelder pisze, że to „piękne matematycznie bajki”, które bardziej przypominają metafizykę niż fizykę. Brak dowodów empirycznych sprawia, że koncepcja balansuje na granicy nauki i mitologii.

Na chłopski rozum
Nikt nie widział drugiego wszechświata. To, że matematyka pozwala coś policzyć, nie znaczy, że to istnieje.

Puenta
Wieloświaty to atrakcyjna spekulacja, ale nie potwierdzona teoria. Nauka wymaga obserwacji, a nie tylko wyobraźni.