CRISPR, interfejsy mózg–komputer, sztuczne organy – biotechnologia zmienia ciało i umysł. Czy to oznacza, że wchodzimy w epokę, w której sama definicja człowieka stanie się inna?
Teza
Yuval Noah Harari w Homo Deus pisał o „nowym gatunku” – człowieku ulepszonym technologicznie. Zwolennicy transhumanizmu mówią o Homo sapiens 2.0. Badania nad edycją genów, sztucznymi organami czy interfejsami BCI zdają się prowadzić do radykalnych zmian. Człowiek miałby przekroczyć swoje biologiczne ograniczenia.
Antyteza
Krytycy jak Francis Fukuyama ostrzegają, że transhumanizm to „najniebezpieczniejsza idea świata”. Biotechnologia nie zmienia faktu, że człowiek pozostaje istotą cielesną i społeczną. Nawet najbardziej zaawansowane modyfikacje nie znoszą ludzkiej kruchości. Etycy bioinżynierii podkreślają, że definicja człowieka nie wynika z technologii, lecz z natury i relacji. Historia pokazuje, że każda próba „udoskonalenia” prowadziła raczej do nierówności niż do zbawienia.
Na chłopski rozum
Człowiek z protezą nogi nadal jest człowiekiem. Człowiek z implantem też. Żadna technologia nie usuwa tego, co najprostsze: człowiek jest człowiekiem, nie maszyną.
Puenta
Biotechnologia zmienia wiele, ale nie zmienia natury człowieka. Granicę warto widzieć jasno – inaczej technologia stanie się nową mitologią.