Kosmologia mówi dziś, że 95% wszechświata to ciemna materia i ciemna energia – byty niewidzialne i nieuchwytne. Dla wielu to brzmi jak współczesna mistyka. Jak daleko sięga nauka, a gdzie zaczyna się mit?
Teza
Fritz Zwicky już w 1933 roku zauważył brak masy w galaktykach, co dało początek hipotezie ciemnej materii. Vera Rubin w latach 70. potwierdziła jej istnienie na podstawie krzywych rotacyjnych galaktyk. Dane z teleskopu Planck (2018) mówią, że wszechświat składa się w 27% z ciemnej materii i w 68% z ciemnej energii, odpowiedzialnej za przyspieszone rozszerzanie się kosmosu. Zwolennicy twierdzą: to największe odkrycie kosmologii XX i XXI wieku.
Antyteza
Krytycy przypominają, że ani ciemna materia, ani ciemna energia nie zostały bezpośrednio wykryte. Erik Verlinde proponuje teorię grawitacji emergentnej jako alternatywę. Niektórzy badacze twierdzą, że obserwacje można wytłumaczyć modyfikacją praw grawitacji (MOND). Inni uważają, że mówienie o „ciemnej energii” to przyznanie, że nie rozumiemy dynamiki kosmosu. Ryzyko polega na tym, że metafory naukowe zaczynają brzmieć jak nowe mitologie.
Na chłopski rozum
Jeśli coś jest niewidzialne, nieuchwytne i niezmierzone, to trudno mówić, że „wiemy, że istnieje”. Widać tylko skutki – ale przyczyny są hipotezą. To nie odkrycie nowej substancji, ale luka w naszej wiedzy.
Puenta
Ciemna materia i energia to poważne problemy kosmologii, ale nie gotowe odpowiedzi. Nauka mierzy się z niewiedzą – nie powinna zamieniać jej w dogmat.